Londyn Express

Już dawno wyprawy nie rozpoczynałam z wrocławskiego terminalu. Tym razem była to miła odmiana. W głowie były wielkie plany, a każda godzina była cenna...

Moją przygodę w Londynie rozpoczynam od przystanku autobusowego Victoria Court. Miasto przywitało mnie piękną, słoneczną pogodą. Pierwszym punktem było odwiedzenie Buckingham Palace. Mimo przedpołudniowych godzin były tam tłumy turystów, którzy byli wręcz przyklejeni do bramy głównej. Udało mi się trafić na zmianę warty straży, która była bardzo widowiskowa. Sam pałac był mniejszy niż w naszych wyobrażeniach, ale za to otaczają go duże parkowe przestrzenie, które zapraszają do przechadzki.


Korzystając z metra, które jest strasznie zatłoczone, bez wentylacji i ku zaskoczeniu wagony są bardzo niskie (także wysocy chylcie czoła!) dotarłam do Harrods’a. Wnętrze jest wyjątkowe i warte zobaczenia choć ochrona bardzo ma na uwadze bezpieczeństwo i komfort osób kupujących, a co za tym idzie turyści (szczególnie z plecakami) mogą być niemile widziani. Budynek przepiękny, wnętrza również- przybyłam, zobaczyłam i ruszyłam dalej w drogę.

Spacerując ulicami miasta na każdym rogu czerwone autobusy mijały mnie na zmianę z taksówkami. Aż dziwne, że wróciłam cała, ponieważ wielokrotnie miałam problem z przejściem na drugą stronę. Przyszedł czas na muzea – to była walka ze sobą i czasem. Tak naprawdę mogłam spędzić w nich długie godziny, lecz mój napięty plan nie pozwolił na to nad czym ubolewałam. No nic, zawsze trzeba sobie coś zostawić na później aby wrócić w dane miejsce.  W każdym muzeum najpierw należy „przywitać się” z ochroniarzami i poddać kontroli plecaki czy nie zawierają środków niebezpiecznych jak noże, broń czy wódka. W jednym z muzeów natrafiłam na sympatycznego anglika mówiącego zaskakująco piękną polszczyzną. Wnętrze Muzeum Historii Naturalnej jest oszałamiające. Pierwsze skojarzenie to oczywiście Hogwart. Na środku dziedzińca umieszczony jest wielki odlew szkieletu diplodoka. Muzeum jest podzielone jest na 5 działów tematycznych. Zdecydowałam się przeżyć trzęsienie ziemi oraz zajrzeć do wnętrza ziemi- to chyba najbardziej efektowne wystawy w muzeum. Następnie przeniosłam się do Muzeum Nauki i Techniki, w którym odwiedziłam wystawę technicznych osiągnięć Wielkiej Brytanii na przestrzeni lat. Na wyższych piętrach znajdowały się interaktywne wystawy o człowieku czy transporcie.

Na krótki lunch zdecydowałam się udać na ławeczkę do Hyde Parku, aby nabrać trochę sił przed dalszą drogą. Mimo planów i szczerych chęci spaceru po parku zdecydowałam oszczędzać nogi bo jeszcze sporo było przed nami. Kolejnym przystankiem w podróży był Piccadilly Cirrus. To jednocześnie plac i skrzyżowanie głównych ulic w centrum teatralnego West Endu, które jest częścią Soho. W samym sercu znajduje się fontanna z figurką Erosa. Uwagę przykuwają duże reklamy na jednym z rogów placu. Całość dopełnia wielki tłum ludzi, który zmusza do ucieczki- horror introwertyka vol.1

I tak londyńskimi uliczkami dochodzimy do Trafalgar Square – to plac w centrum Londynu z kolejną, ciekawą fontanną oraz budynkiem National Gallery. Przewodnik podpowiada nam, że jest to popularne miejsce spotkań mieszkańców- coś jak nasz wrocławski pręgież.

Szukając kameralnego miejsca na obiad (czyli pojemniki z owocami) natrafiłam całkowicie przypadkiem na skwer przy St Paul’s Church przy którym mogłam usiąść i odpocząć od zgiełku. Ulice i budynki Londynu są bardzo kolorowe dzięki czemu chłoniemy otoczenie nie myśląc o coraz większym bólu stóp.

Z wielką niecierpliwością doszłam do Muzeum Brytyjskiego – jest jednym z największych na świecie. Wielkie wrażenie robi szklany dach, który znajduje się na dziedzińcu. Wystawy ułożone są pochodzeniem. ja udałam się na egipską. 

Nie byłabym sobą gdybym będąc w Londynie nie odwiedził Primarka, który znajdował się na Oxford Street. Na całej ulicy znajduje się 300 sklepów. Jest jedną z najbardziej zatłoczonych ulic Londynu- horror introwertyka vol.2  Moim prawie ostatnim punktem tego dnia była bardzo wyjątkowa i wręcz magiczna księgarnia podróżnicza Danut Books- tytułują się jako najpiękniejsza księgarnia w Londynie. Wnętrze jest bardzo kameralne i ciepłe. Do tego nieskończone ilości literatury podróżniczej. To był mój mały raj. Polecam tam zajrzeć!

Późnym wieczorem podreptałam nad rzekę do London Eye, Big Ben’a oraz Tower Bridge. Na pożegnanie dostałam typową angielską pogodę, która przyspieszyła mój powrót do hostelu. Dzień dobiegł końca, krokomierz wybił 34 kilometry spaceru, a ja spragniona snu współdzieliłam pokój z ekipą imprezowiczów… Mam nadzieję, że silniki samolotu dobrze zagłuszyły moje chrapanie. :)